Pył#1/2

– Cześć. To tylko ja, przepraszam że znów zawracam Ci gitarę.

– …………

– Nic nie mówisz? Rozumiem, też miałbym dość takiego natręta. Ciągłe pytania, ciągle monologi. To musi być męczące.

Zawiał cichutki i lekki wiatr. Dał sercu powietrza haust. 

– …….

– Opowiem Ci co dziś mi się zdarzyło. Przepraszam, ale muszę to z siebie wyrzucić. A nie mam nikogo, kto by chciał mnie słuchać.

– …………

– A było to tak, pobudka nie zwyczajna, ale niestety często spotykana. Skradł ktoś mi buty. Obudziłem się gdy jeszcze słońce spało, jakiś szmer mnie zaalarmował, lecz było już za późno. Pierwsze co ujrzałem, to wielką dziurę precyzyjnie rozciętą w namiocie. Poderwałem się na równe nogi, ale już nikogo nie było, jedynie gdzieś w oddali słychać było trzask gałęzi. Nie było sensu tego kogoś gonić, nie teraz, ani później. Sprawdziłem wszystko i brakowało butów, szczęście w nieszczęściu. Mogło mi zginąć o wiele więcej cenniejszych rzeczy, ale brak mojego środka transportu, też nie opiewał optymizmem. Dobrze, że miałem sandały, źle że jest październik.

– ………….

– Tak, wiem. Za często narzekam, ale po prostu tak zwyczajnie jest mi przykro, tak po ludzku i mam ku temu prawo. Pewnie tego nie zrozumiesz.

– ………….

– Co było dalej? Ubrałem sandały, zwinąłem cały mandżur i poszedłem przed siebie.  Jakaś stacja benzynowa?Kwa?coś zdechłego na ruszt? Jakoś trzeba się obudzić i przemyśleć wszystko. Nie miałem weny na palenie ogniska, gotowanie wody, to co było poprzedniego dnia, było gdzieś tam, nieobecne. Radość zmieniła się w smutek, a zachwyt w rozgoryczenie. Chciałem szybko coś spożyć i ruszać dalej. Wiedziałem gdzie iść, a słońce okazało się łaskawe i raczyło już wstać. Stacja okazała się Mekką,kwa nektarem bogów, a hot dog ambrozją . Co dalej?- zaświtało mi w głowie. Miałem dwie opcje, dokładnie sprawdzić, jak wygląda mój namiot i naprawić go w miarę możliwości. Albo szybko ruszyć w drogę jak najdalej od tego smutnego miejsca. Pragmatyczność rzecz jasna wygrała. Kawałki jakiś foliówek, szeroka szara taśma i można zbudować cywilizację. A mi udało się w „miarę” wyleczyć pacjenta. Mój namiot już nie raz przechodził tego typu operację, więc nie była potrzebna większa tautologia.

– ………

– Zawsze to robisz,proszę nie szczerz się tak do mnie. To gorsze od śmiechu!!

Łzy to ocean duszy. Duszy która krzyczy, ale nikt nie słyszy tego krzyku, jedynie może powiększać ocean, aż po brzegi świadomości. A ból rozdziera serce, to sól z oceanu pali żywą tkankę. Bo to co po policzkach spływa, to jedynie ułamek tego co wypełnia wnętrze…..

– ……

– Nic Ci już nie powiem!

cdn..

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s